Powinnam się cieszyć, bo lubię panią redaktor Annę Rębas, ale to, ile musi ponieść dla mnie trudu, bardzo mnie peszy. Żebyśmy razem mogły przywitać wracających z rejsu załogantów Kapitana Borhardta, pani Anna najpierw musi po mnie przyjechać do Gdyni, następnie po spotkaniu znów tu ze mną przyjechać, no i znów wrócić do Gdanska, gdzie mieszka. Tyle zachodu, więc jej powiedziałam, że nie chciałabym jej sprawiać tego kłopotu, ale nic nie pomogło i jutro tu po mnie będzie. Po powrocie opowiem, jak było i chociaż nie jestem jeszcze całkiem zdrowa, bo złapałam infekcję wirusową, może ją zgubię w ciągu jutrzejszego dnia?
Wiesz, myślę, że nie powinnaś mieć takich wątpliwości. Skoro to będzie również uwzględnione w reportażu, to przecież w jakiś sposób przyczyniasz się do tego, by jej praca wypadła jak najlepiej. No i to jak sądzę da jej satysfakcję i co oczywiście jest ważne, ale nie najważniejsze – pieniądze. A i dla ciebie zapewne będzie to wielkie przeżycie.
Żeby się tylko Pani nie doprawiła jeszcze z tą infekcją. Co do Pani redaktor, jeśli ma taką wolę, to trzeba to uszanować. Niektórzy ludzie cieszą się, że mogą pomóc innym i przysporzyć im radości. Nie należy im wtedy tej przyjemności odbierać.
Pewnie masz rację, Iwonko, bo rzeczywiście ona się dość mocno zaangażowała w sprawy niewidomych i już w krótkim czasie były 3 reportaże, a w ostatnim magazynie morskim zapowiedziała, że do naszych spraw będzie jeszcze wielokroć wracała. Ma być w mojej szkole, nagra pewnie i z Dawidem może i z jeszcze jednym moim uczniem materiał, więc trzeba wierzyć, że wszystko jest okey.
Do Ambuloceta. mówiłam jej o Tobie i pewnie będzie się chciała z Tobą spotkać. Doprecyzuję to jutro.
Dobrze.
Cudnie, że jest chętna po Ciebie przyjechać i odwieźć. Suuper miłe z jej strony. 🙂 Powodzenia i zdrowia życzę. <3
Na tym rejsie było cudownie.