Czy miałbyś do kogo z tym pójść?

Spotyka Cię wielka przykrość. Na razie jesteś w szoku. Myślisz sobie: jak to możliwe, by mogło mnie spotkać coś takiego? Nic złego przecież nie zrobiłem. Kiedy trzeba było, pomogłem, zawsze byłem życzliwy i zgodny, starałem się, by nie robić nic takiego, co by potem miało stać się przyczyną konfliktu, a tu nagle ni z tego ni z owego dostaję tak po głowie, że trudno się z tego otrząsnąć. Jak sobie z tym poradzić? Co zrobić, by przynajmniej wyjść z szoku? Czy jest na świecie ktoś, komu mógłbym się poskarżyć? I tu zaczyna się dylemat. Czy fakt, że wyrzucę to z siebie w czymkolwiek mi pomoże? Co z tego, że spróbuję to komuś przekazać? Na mój ból i tak nikt nie poradzi. Zresztą, czy znalazłby się ktoś, komu warto by było zawracać tym głowę? No i tu dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę to w krytycznych sytuacjach zawsze jesteśmy sami. Załóżmy, że chorujemy na raka. To, że się tą wiadomością z kimś podzielimy, w niczym nie umniejszy naszej rozpaczy i załamania. A temu, komu przekazaliśmy tę trudną informację, będzie tylko przykro, że nic na to nie będzie w stanie poradzić. I teraz tak: cierpimy i trudno nam z tym. Szukamy sposobu, by jakoś się z tego wywikłać i co? Mamy jedyne wyjście: zaakceptować daną sytuację w milczeniu i samotności, bo nikt nie zrozumie tego, co czujemy i przeżywamy, dopóki sam tego nie doświadczy. Dlatego nie na darmo się mówi, że człowiek, to najbardziej samotna wyspa.

Czy miałbyś do kogo z tym pójść? Read More