Pewnie i Wy nie pamiętacie, kiedy tu ostatni raz zajrzałam? Miałam sporo kłopotu, żeby się znów zalogowac. Jednak się udało i znów mogę napisać, że u kresu mego życia spełniło się moje najcudowniejsze marzenie, które towarzyszyło mi od wczesnej młodości. Przeczytałam gdzieś, czy może usłyszałam, że Australia to taki kontynent, który ma dużo przestrzeni, a mało ludzi. Ponieważ bardzo byłam spragniona ciszy i spokoju, pomyślałam, że mogłabym tam zamieszkać. Tak się jednak złożyło, że przez całe moje życie nie było okazji, by takie marzenie mogło się spełnić. Mam już przecież prawie 90 lat, więc ostatnio już sobie odpuściłam to marzenie, bo i zdrowie już nie to i finanse zbyt małe, ale któregoś lipcowego dnia, gdy sobie odpoczywałam na słonecznym balkonie, zadzwonił telefon i się okazało, że moje marzenie znów weszło w stan realizacji, bo pewien młody człowiek postanowił mi w tym pomóc i zrobił wszystko, żeby najzupełniej niespodziewanie jednak doszło do skutku. Co prawda ta Australia, jaką sobie wyobrażałam,, nie okazała się taka, jaką chciałam poznać, ale to, czego tam doświadczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Poznałam nowe rośliny, nowe zwierzęta, usłyszałam potężny szum Oceanu, ale nade wszystko oczarowali mnie mieszkańcy tego kraju swoją serdeczną bliskością i serdecznością.
Tam się nikogo nie krytykuje, nie wyśmiewa, nie pozbawia możliwości bliskiego porozumienia.
Tam ludzie są sobie przyjaźni i integrują się w bardzo miły sposób, bo nie tylko są sobie pomocni, ale także, a może nawet przede wszystkim nie są sobie wrogami.
Ponieważ spędziłam tam trzy tygodnie września, kiedy to w Australii zaczyna się wiosna, nasłuchałam się głosów różnych nieznanych ptaków, nadotykałam kangurów i misiów koala i innych tamtejszych zwierząt,gadów i płazów, ale najbardziej zapadły mi w pamięć spotkania z Polakami, którzy z całym cudownym zaangażowaniem robili wszystko, żeby mi jak najwięcej opowiedzieć i pokazać z tej nowej dla siebie Ojczyzny.
Byłam więc w różnych uroczych parkach, na niesamowitych plażach, a Ocean, chociaż stałam dwa metry od brzegu, zrobił mi taki chrzest, że musiałam suszyć całe ubranie okrywając się pożyczonymi
ręcznikami.
Australia jest nieprzewidywalna. Nigdy nie wiadomo czym i kiedy zaskoczy. Pogoda bywa kapryśna, ale i urocza, więc na każdą ewentualność trzeba być przygotowanym.
Przywiozłam z tej Australii takie wspomnienia, które teraz zamieniam na karty kolejnej książki, bo obiecałam tym, którzy byli ze mną w spełnianiu mojego marzenia, że wszystko, czego doświadczę w Australii sumiennie im przekażę. Tak więc jestem właśnie w trakcie tworzenia opowieści o Stokrotce na Antypodach.
Z Wami także podzielę się tą wiedzą chociażby we fragmentach, ale to jeszcze nie tak zaraz, bo wydanie, jeśli się ukaże, będzie dostępne dopiero za parę miesięcy.
To tyle na razie, moi mili, jeśli ktoś z Was mnie jeszcze kojarzy.
Cudownie, pani Helenko, że udało się spełnić marzenie o Australii.
W Grecji według mnie jest podobnie z tą życzliwością i luzem 🙂 gratulacje za spełnienie kolejnego marzenia.
Ciekawe, czy to tak dla turystów, czy na codzień…
Uwielbiam Cię Helenko. Super, że udało Ci się spełnić marzenie. <3
O kurczę, nie zapomniała pani o nas. <3